Wyjechałam na kilka dni, wróciłam i zastałam mały Armagedon na tarasie. Wydawało mi się, że wszystko dobrze zabezpieczyłam, ale okazało się, że tylko mi się wydawało. Porywisty wiatr i ogromny deszcz dokonały małego spustoszenia. Wszystkie meble ogrodowe były poprzewracane. W dużych donicach, w których posadziłam pomidory i ogórki, ale zapomniałam o awaryjnym odprowadzeniu wody, było jej po brzegi. Dobrze, że mój wyjazd nie był dłuższy, bo wszystko by zgniło. A, no i dobrze, że nie włączyłam alarmu, bo okno zostawiłam rozszczelnione, a podmuchy powietrza pewnie poruszyły nieźle firanką i mogły zaalarmować całe osiedle, że coś się dzieje.
Ech, ta nieprzewidywalna pogoda. Ostatnio wracałam autobusem w skarpetkach 😛 Byłam pojeździć na rolkach, kiedy złapał mnie deszcz. Schowałam się na przystanku, a on sobie padał, a nawet lał. Postanowiłam wrócić autobusem, zamiast czekać aż przestanie i droga wyschnie. Niestety kierowca nie chciał wpuścić osoby na rolkach, więc je zdjęłam. Witajcie wakacyjne przygody.
To jeszcze jedna przygoda – przez ostatnie dni codziennie znajduję w sypialni pająka! Co dzień to większego. Ciekawa jestem jaki będzie dziś i czy dojdziemy do ptasznika ;P
