Ostatnio, po wielu latach, chyba po raz pierwszy, księgowa robiła u siebie porządek w papierach. No, może porządek to za dużo powiedziane, bo mam wrażenie (i nadzieję), że jednak panuje w niej ład. Mówiąc porządek mam na myśli oddawanie dokumentów z lat, za które już nie ma obowiązku przechowywania ich ze względu na przedawnienie. Skłoniła ją do tego przeprowadzka do innego biura. Śmiała się, że jakby wcześniej się zorientowała ile makulatury odda, to wynajęłaby mniejsze 🙂 W cale się nie dziwię i wierzę jej na słowo, bo sami dostaliśmy kilkanaście grubych segregatorów, z którymi nie bardzo wiadomo co zrobić. Niszczarki na taką ilość szkoda, wyrzucić tak tylko przedarte nie można, ogniska nie ma gdzie zrobić 😉 Szefa też chwilowo nie ma, więc nie ma komu podjąć ostatecznej decyzji co do sposobu niszczenia. Póki co wpakowaliśmy to wszystko mu do biura i zamknęliśmy je na przysłowiowe cztery spusty. Kwestia dokumentacji podatkowej to jednak pikuś z dokumentacją pracowniczą; podatkową – trzeba przechowywać teoretycznie przez 5, a praktycznie przez 6 lat, natomiast pracowniczą przez 50! Całe szczęście, że jest tego mniej, co nie zmienia faktu, że termin jest kompletnie absurdalny. Toż to po takim czasie będzie wymagana zgoda archeologów na zniszczenie 😉 A nie daj Bóg, żeby zawieruszyły się w tym dokumenty jakiejś znanej osobistości…
Co prawda za kilka lat pewnie nie będzie już takich problemów. Wszystko będzie przechowywane na dyskach i tylko trzeba będzie dbać o prawidłowe zabezpieczenia i kilkukrotną archiwizację na wypadek zniszczenia któregoś dysku. Swoją drogą słyszałam, że istnieją zakusy, żeby przy okazji przedłużyć termin przedawnienia… Jakby 5-letni był krótki… Przecież to szmat czasu. W postępowaniu cywilnym chcąc dochodzić swoich roszczeń, często mamy termin 3-letni i to ma wystarczyć. Tu 5-6 lat, a niektórzy uważają, że powinno być 10.
Osobiście uważam, że kontrole powinny się skoncentrować na szarej strefie. Jest ogromna ilość ludzi, którzy w ogóle nie płacą podatków. Ale kontrole przychodzą do tych, którzy płacą, bo wiadomo jak ich znaleźć, a reszta żyje sobie spokojnie, na koszt tych którzy płacą psując dodatkowo rynek niskimi cenami, których nie mogłyby zaproponować firmy ze względu właśnie na płacone daniny. Tymczasem, gdyby skontrolować tę grupę, mogłoby się okazać, że do budżetu państwa wpłynęłoby o 30 % więcej kasy. I nie jest to żadna przesada.
