Coraz więcej osób, które wzięły kredyty we frankach, sądzi się z bankami. Przypuszczam, że dotyczy to głównie tych, którzy – ze względu na różne sytuacje życiowe np. kłopoty finansowe nie spłacali kredytu, a po otrzymaniu nakazu zapłaty złapali się za głowę. Może to też dotyczyć tych, którzy z różnych względów muszą pozbyć się nabytej nieruchomości, bo np. rozwodzą się ze współmałżonkami (czy też rozstają z partnerami), z którymi wzięli kredyt i chcą zakończyć nie tylko związek, ale także zlikwidować wszystkie powiązania finansowe. Reszta póki co spłaca, ale zobaczymy jak to będzie po wprowadzeniu rewelacyjnego jednolitego podatku. Przypuszczam, że większość kredytobiorców frankowych znajduje się w grupie, która korzystnie na tym nie wyjdzie. I nie ma co im zazdrościć dochodów, skoro znaczna ich część idzie na spłacanie kredytu.
Kredytobiorcom coraz częściej pomaga UOKiK stając po ich stronie w postępowaniach sądowych. Osobiście uważam i liczę na to, że to sądy uregulują kwestię kredytów we frankach, a nie politycy, którzy są zbyt pro-bankowi. No bo jak inaczej nazwać sytuację, w której uznano spready za nielegalne, więc nazwijmy to wprost i bez modnego owijania w bawełnę – za kradzież, a mimo tego dąży się ustawowo do tego, żeby nie zostały zwrócone w całości?
Moim zdaniem państwo powinno bronić przede wszystkim interesów swoich obywateli. I po tej obronie można poznać czy państwo jest silne czy słabe. Jeśli staje po stronie bogatych lobbystów, to nie możemy mówić o demokracji, a co najwyżej o korpokracji. W tej sytuacji (kredyty we frankach) nie możemy niestety powiedzieć, żeby państwu zależało na dobru obywateli, a uzasadnienia w stylu „przecież spłacają” to w ogóle jakieś nieporozumienie. To tak jakby usprawiedliwiać złodzieja, że skoro okradziony nie umiera z głodu, to po co go karać…
Niestety nasze sądy do szybkich nie należą, więc na jednolitą i stabilną linię orzeczniczą trzeba będzie poczekać jeszcze kilka lat, ale bardzo jestem jej ciekawa.
