Najpierw – póki pamiętam – nawiążę do poprzedniego wpisu. Otóż, na początku roku rozbawiła mnie wiadomość, że impreza sylwestrowa na szczycie Ślęży – czyli góry znajdującej się najbliżej Wrocławia – cieszyła się taką popularnością, że w okolicach wejść na szlaki powstał ogromny korek… Serio, były mega problemy z parkowaniem i świetnie oświetlony latarkami i czołówkami szlak na górę. A tam…. tłum, tłok, brak miejsca na swobodne stanie. Jeśli dodamy do tego sporą ilość ognisk i petardy puszczane z tłumu, to wychodzi impreza, w której nie chciałabym brać udziału 😉
A co aktualnie u nas? Hmm… mieli nam zrobić pod domem ścieżkę rowerową. Jednak wymigali się brakiem wystarczająco dużego miejsca i zrobili dwa chodniki… Jak znam zwyczaje naszych kierowców, piesi nie mają powodu do radości, ponieważ zapewne i tak kierowcy będą na nich parkować. W okolicy policja nie bywa, więc hulaj dusza.
Co gorsze do wykonania prac zatrudniono firmę bez profesjonalnego sprzętu, która robiąc krótki odcinek chodnika i parkingu od miesiąca codziennie tłucze się niezbyt wydajnymi ubijarkami. Trudno wytrzymać w tym hałasie i przy tych drganiach ścian. Czuję się przez to cały czas zmęczona i poddenerwowana. Ciężki początek roku. Jedyne pocieszenie, że już raczej nie wymyślą w najbliższej okolicy żadnych innych prac, więc jak w końcu to skończą, to będzie spokój na długi czas.
Wczorajszy wieczór spędziłam na przygotowywaniu planu na ferie, żeby z jednej strony trochę odpocząć w plenerze, a z drugiej strony, żeby to nie zrujnowało naszego napiętego budżetu, bo pierwszy kwartał to dla nas zwykle ciężki okres związany z dużą ilością nadprogramowych wydatków. Ale przecież nie można zmarnować takiej ilości wolnego czasu, albo co gorsza pozwolić dzieciom na spędzenie go przed komputerem…
