Miniona niedziela była tak piękna, że postanowiłam pojechać w góry nacieszyć wzrok kolorowymi drzewami, poczuć zapach suchych liści i grzybów, usłyszeć szelest liści pod butami i wygrzać się w słońcu, bo zapowiadali ponad 20 stopni C. I tyle też było. Żeby było weselej, napisałam do kilku znajomych czy mają ochotę wybrać się ze mną. Zebrała się tak duża grupa, że pojechaliśmy na dwa samochody. Co do tego mają skarpetki z napisami?
Otóż, ubrałam sobie legginsy, buty trekkingowe i kolorowe skarpetki, właśnie z napisami. Moje skarpetki zrobiły furorę na wycieczce. Wszystkim się podobały. Ze wszystkimi mam zdjęcia zakurzonych górskich buciorów i moich skarpetek 🙂
Część osób pochwaliła się, że często do pracy nosi jakieś śmieszne skarpetki. Niektórzy w korpo wręcz rywalizują o to, kto przyjdzie w najlepszych: śmiesznych, kolorowych, oryginalnych. Co więcej, częściej i chętniej noszą takie panowie do garnituru niż panie… Co mnie nieco zdziwiło. Dla innych takie skarpetki to była zupełna nowość, w tym sensie, że oczywiście widzieli takie gdzieś na stoiskach w galeriach czy w Empiku, ale do głowy by im nie przyszło, żeby sobie kupić. Czasem dostawali takie pod choinkę, ale to raczej ze świątecznymi wzorami.
Mój mężczyzna, który dotąd stronił od takich „ekstrawagancji” uważając, że jest to domena jego nieco zwariowanej na punkcie mody żony, zainteresował się tematem. Myślę, że na zasadzie: skoro inni faceci to noszą, to ja też spróbuję. Gdy mu wcześniej pokazywałam śmieszne skarpetki to jakoś nie zwracał na nie uwagi. A teraz, proszę. Najwyraźniej jest to ta kwestia, do której potrzeba polecenia jakiegoś „autorytetu”. W tym przypadku – kolegi.
Często tak bywa, że kiedy zostaniemy pochwaleni czy skrytykowani przez osobę, którą uważamy, że się na czymś nie zna, to jakoś tak puszczamy to mimo uszu. To samo z radami, poleceniem czy odradzeniem. Ale jeśli dokładnie to samo zdanie usłyszymy od kogoś, kogo uważamy za „specjalistę” w danej dziedzinie, jesteśmy skłonni go czy ją posłuchać. Chyba ten mechanizm tu zadziałał.
A w górach było cudownie. Każdego roku czekam na tę piękną złotą polską jesień i każdego zastanawiam się czy będzie, czy dotrze do nas deszcz albo przymrozki, które pozrzucają liście z drzew. W tym roku przyszła. Mam nadzieję, że potrwa jeszcze z dwa tygodnie, zanim przyjdzie brzydki, depresyjny listopad. Liczę na kolejny taki wypad.
