foto.stron.net.pl

Nin i Gniezno

W ciągu ostatniego roku miałam okazję odwiedzić m.in. dwa wyjątkowe miasta – Nin i Gniezno. Co jej łączy? Oba to pierwsze stolice, pierwsze biskupstwa, pierwsze miasta królewskie. Jedno leży oczywiście w Polsce, drugie w Chorwacji. Nin ma tę przewagę, że wiadomo o nim więcej, gdyż wcześniej znajdował się w graniach Imperium Rzymskiego, będąc ważnym portem. Gniezno także istniało wcześniej, nie zostało przecież założone przez Mieszka, ale ze względu na wybór przekazów ustnych a nie pisanych przez ówczesnych mieszkańców, nie mamy wiedzy historycznej o jego wcześniejszych dziejach i ich zwyczajach.

Oba miasta łączy też wiele zabytków – w Ninie także z czasów Rzymskich i w stylu przedromańskim. W Gnieźnie historia nam się zaczyna w środku średniowiecza, więc wiele później, ale także jest co podziwiać.

A co je różni? Z przykrością muszę stwierdzić, że wiele… na niekorzyść Gniezna. Nin jest pięknie położony na wyspie, co już dodaje mu uroku, ale przecież istnieje wiele ładnych miast na stałym lądzie, więc nie jest to czynnik przesądzający. Wszystkie zabytki można tam zobaczyć za darmo, była już katedra jest otwarta; no może poza wejściem na zabytkową wieżę widokową. Jest bardzo czysto. Miasteczko jest też spójne architektonicznie, co powoduje, że nawet jeśli któryś budynek jest w złym stanie technicznym, nie rzuca się to w oczy jako minus, ale jest akceptowane jako „ząb czasu”, który ma prawo zadziałać w tak starym mieście. Krocie można za to wydać w sklepikach i restauracjach, w których jest po prostu drogo. Dość powiedzieć, że np. za pół kg ładnie opakowanej soli morskiej pozyskiwanej pod Ninem należy zapłacić minimum 26 zł, za 0,75 l smakowego oleju z oliwek – 130 zł., podobnie za nalewkę, czy najtańszy jednodaniowy obiad dla jednej osoby (ceny na lato 2022 r.).

Inaczej jest w Gnieźnie. Miasto niestety nie grzeszy czystością, ani urodą – wiele budynków jest po prostu zaniedbanych, a że nie są to jakieś bardzo stare budynki, po prostu „bije to po oczach”. Konserwatorzy zabytków i urbaniści miejscy od czasów co najmniej powojennych też się nie popisali pozwalając na stylistyczny miszmasz w bardzo złym wydaniu oraz zdecydowanie za małą ilość zieleni miejskiej. Zjeść można znacznie taniej, ale za to trzeba zapłacić za zwiedzanie. Katedra gnieźnieńska w ogóle została „podzielona na strefy”, do których wejście jest osobno płatne – do podziemi, na wieżę i… żeby zobaczyć drzwi gnieźnieńskie, które zostały ukryte przed wzrokiem turystów bez kasy. Pozostawia to spory niesmak. Moim zdaniem turystycznie Gniezno stanowi wielką niewykorzystaną szansę dla mieszkańców na ściągnięcie turystów oraz na restaurację jego wyglądu. A przecież mogłoby stanowić wspaniałą wielkopolską atrakcję turystyczną.