foto.stron.net.pl

Rozdzielność majątkowa i podział majątku

Sądy rodzinne prowadzą wiele spraw. Są wśród nich nie tylko najpopularniejsze sprawy o ustalenie alimentów, rozwodowe, o separację, ustalenie kontaktów z dzieckiem, ale także o podział majątku wspólnego. Sprawy te nie są wcale rzadkością, a toczą się znacznie dłużej niż choćby sprawy rozwodowe.

Dokonać podziału majątku wspólnego można zarówno będąc jeszcze w związku małżeńskim, jak i po jego zakończeniu. Wtedy najpierw znosi się wspólność majątkową. Dzieje się tak zwykle wtedy, gdy jeden ze współmałżonków mówiąc delikatnie, jest niegospodarny. Głównie, jeśli ma tendencję do zaciągania pożyczek czy kredytów, lub też prowadzenia działań ryzykownych gospodarczo, które mogłyby obciążyć współmałżonka. Wtedy ten drugi małżonek często korzysta z możliwości zniesienia wspólności majątkowej. Choć obecnie, na szczęście, jego odpowiedzialność ograniczają też przepisy k.r.i.o.

Samo ustanowienie rozdzielności majątkowej nie jest trudne, jeśli jest na nie zgoda obu stron. Wtedy można tego dokonać przed notariuszem. W przypadku sporów (ale też za zgodą) o ustanowieniu rozdzielności może postanowić sąd.
Rozdzielność jest też ustanawiana – oczywiście przed sądem – w związku z rozwodem lub separacją.

A jak już zostanie zniesiona wspólność majątkowa, wtedy możliwy jest podział majątku, który jak już pisałam, często jest sprawą długotrwałą i skomplikowaną. W takich, zwłaszcza spornych sprawach, warto wspomóc się fachową pomocą specjalisty, lub po prostu zlecić prowadzenie wszystkich spraw profesjonalnemu pełnomocnikowi. Ostatecznie to poważna decyzja, która może mieć wpływ – finansowy – na długie lata. Szkoda byłoby później żałować, że czegoś się tam nie dopilnowało, że „poszło się na rękę” współmałżonkowi dla „świętego spokoju”, a później się okazało, że sami na tym straciliśmy. I że w ogóle to nie tak miało być.

Oczywiście nie ma też sensu umawiać się na coś ustnie, a inaczej określić podział w dokumentach. Straszną naiwnością jest sądzić, że to co honorowo ustalone, będzie dotrzymane, a nie to co na piśmie. Ostatecznie – nie tylko umów – nie pisze się na dobre czasy, tylko na złe. Na czasy sporów. W czasie „pokoju” nikt do nich nie zagląda i o nich nie myśli.