Od kiedy pamiętam wszyscy ciągle mówią, że brakuje im czasu. Narzekają, że dzień ma tylko 24 godziny i po prostu nie da się wszystkiego w tym czasie zrobić. Ba, nie da się zrobić tego co by należało, co człowiek sobie zaplanował, a co dopiero znaleźć czas dla siebie, na hobby, przyjemności. Obserwując jednak otoczenie (i niestety siebie) stwierdzić jednak muszę, że to nie jest kwestia braku czasu, tylko „złego zarządzania nim”. Jest mnóstwo rzeczy, na które go marnujemy, a później wieczorem dochodzimy do wniosku, że kolejny dzień minął za szybko.
Jeśli o mnie chodzi, to mam ten plus (i minus jednocześnie), że nie marnuję go w mediach społecznościowych. Jest to plus, bo nie tracę w ten sposób życia i ten minus, że nie mogę powiedzieć: zrezygnuję z facebooka, ista, czy czegoś tam i już mam do dyspozycji godzinę czy dwie. A może nawet więcej.
Za to odkryłam u siebie tendencję do oglądania wielokrotnie tych samych filmów, które mi się podobają. I choć jest to przyjemne, to jednak muszę to zmienić. Bo raz, że nie mam wtedy czasu na poznawanie nowości, a dwa, że jeśli nie ma żadnych ciekawych nowości, to mogłabym ten czas spędzić bardziej efektywnie. Na przykład robiąc rzeczy, o których zwykle się mówi, że „brakuje na nie czasu”. Żeby natomiast nie wpakować się na „minę”, postanowiłam przejrzeć kinowe nowości. Bo, co tu dużo mówić, żadną oszczędnością czasu nie byłoby wybranie się na jakiś chłam. A tych niestety nie brakuje. Albo inaczej – żeby nie obrazić miłośników pewnych gatunków – nie brakuje filmów wysokobudżetowych, które nie oferują nic więcej niż niezłe efekty. Ja niestety należę do osób, które potrzebują jeszcze trochę treści, fabuły.
Omijam zatem szerokim łukiem takie tegoroczne premiery jak „Assassin’s Creed”, kolejny „Resident Evil”, kolejny „Transpotting”, „Power Rangers” i „Logan”. Nie muszę ich oglądać, żeby wiedzieć, że żaden z nich nie spełni moich oczekiwań. Chętnie obejrzę natomiast włoski film „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, który miał swoją premierę w styczniu, więc zapewne można go już znaleźć w sklepie. Nie mogę się też doczekać „Blade Runner 2049”. Sądząc po zapowiedziach i planach, film powinien trzymać styl oryginału. Oby, oby, bo najnowsze odcinki „Gwiezdnych wojen” były dla mnie mocno rozczarowujące, choć miałam na dzieję – również po zdjęciach – na coś duuuużo lepszego. A premiera już jesienią… Jesienią też ma mieć premierę angielski film „Darkest hour”, który – ponieważ ma opowiadać o Churchillu – zapewne będzie niezłym filmem, ale intryguje mnie kwestia podejścia Anglików do „spraw polskich”…
