foto.stron.net.pl

Kursy tańca we Wrocławiu

Nawiążę, choć trochę, do mojego poprzedniego wpisu dotyczącego aktywnego spędzania czasu. Tym razem jednak „zahaczę” o kursy tańca we Wrocławiu. Tak się zastanawiam czy obecnie jest dobry czas na naukę tańca, bo niby mówi się, że na naukę nigdy nie jest za późno i zawsze jest na nią dobry czas, to jednak mamy wakacje…

Co do zasady te wakacje nie są przeszkodą do tańczenia, bo przecież nikt nam wtedy nóg nie pęta, ale zwykle wszelkiego rodzaju kursy wymagają pewnej systematyczności. Może wyjątkiem w takim myśleniu są niektóre moje koleżanki, które wykupują karnety na baseny, siłownie czy rowerki licząc na to, że jak już zapłacą, bo będą chodziły, żeby nie zmarnować kasy, a później lipa. Chęci brak, jest przesuwanie treningu na kolejne dni, a w końcu wychodzi na to, że miało być taniej, a jest dużo drożej, bo karnet pozostał w 80 procentach niespożytkowany.

Co do samych terminów, to osobiście od jesieni do wczesnej wiosny mam największą ochotę na aktywność w pomieszczeniach zamkniętych. Natomiast w czasie przyzwoitej pogody wolę jednak spędzać czas na świeżym powietrzu. Jak za dawnych dziecinnych lat, trudno mnie wtedy ściągnąć do domu 😉 Ale z drugiej strony lato sprzyja imprezowaniu, a imprezowanie bez tańca jest jak Nokia bez modelu 3310. 🙂 No nie da się po prostu. Warto więc może wieczorkiem wybrać się na kurs tańca. Zwłaszcza, że dni są dłuższe, wieczory jaśniejsze, zdecydowanie nie sprzyjające zawijaniu się w kocyk z książką czy przy filmie.

Jedna z koleżanek rozpoczęła zresztą niedawno kurs ze swoim mężem z uwagi na ślub siostry. Co prawda sama radzi sobie z tańcem, ale tak raczej solo. W parze wypada znacznie gorzej, a o swoim ślubnym w ogóle nie chce opowiadać. To znaczy o jego umiejętnościach tanecznych, które ponoć w końcu zaczęły się poprawiać. Powiedziała, że ma nadzieję, że w końcu nie będzie musiała się wstydzić z nim zatańczyć coś innego niż taniec – przytulaniec.

Jeśli o mnie chodzi to jestem uzależniona od aktywności. Wszelkie ćwiczenia niesamowicie poprawiają mi humor i dają poczucie, że potrafię się zmobilizować do wysiłku. Niemałe znaczenie mają tu ponoć endorfiny. Ale tak sobie myślę, że taniec – który uwielbiam od dziecka, choć praktykuję go w takiej nieokiełznanej formie – mógłby dodać mi pewności siebie… Pytanie tylko, czy rozpocząć kurs teraz czy przełożyć go na październik…