Wkrótce Dzień Kobiet, a ja od kilku dni byłam podpytywana cóż takiego marzy mi się dostać w prezencie w tym dniu. Zawsze życzę sobie tulipany, bo to dla mnie takie cudowne kwiaty zwiastujące wiosnę i tak jakoś lepiej mi się na duszy robi jak je widzę. Co prawda nie wytrzymują zbyt długo w wazonie, ale i tak chętnie je u siebie widzę i chętnie przyjmuję. Cóż poza tym? Tu zawsze jest problem, bo jak naprawdę czegoś potrzebuję, to idę do sklepu i sobie kupuję. Nie potrzebuję do tego okazji i znoszenia kilkumiesięcznego czekania. Robimy więc sobie przeważnie symboliczne prezenty – przeważnie jakieś gadżety, ewentualnie rzeczy, które przez przypadek gdzieś wypatrzymy i uważamy, że drugiej osobie się spodobają. Nie ma tak, że chodzimy spanikowani po sklepach z pytaniem w głowie: co by tu kupić, bo coś trzeba, a nie wiadomo co. Ostatecznie zawsze można kupić ulubione czekoladki i oboje się z tego ucieszymy, więc to taki nasz pewnik. Biżuteria dla odmiany nie jest jakoś szczególnie pożądana, bo co prawda cieszy oczy, ale w zasadzie zwykle to zbędny wydatek, bo nie noszę. Tym razem trafiłam niedawno na fajne szlafroki damskie na tej stronie. Bardzo spodobał mi się ten czarny. Uważam, że jest śliczny i bardzo seksowny. Waham się tylko czy by nie wziąć czegoś do kompletu: tylko nie wiem czy fajniejsza by była koszula nocna czy piżama. I jedno i drugie wygląda świetnie, dlatego wybór trudny. Takie: „osiołkowi w żłoby dano”. A czasu coraz mniej i dziś muszę się zdeklarować…
