Ostatnimi dniami różne media – zarówno te tradycyjne, jak i internetowe – donoszą o ataku pyłków sosny. 🙂 A zatem ja również dorzucę swoje trzy grosze. Otóż, nigdzie w pobliżu nie rosną żadne sosny, a mimo tego wszystko mam oblepione ich pyłkiem. Zarówno okna, jak i parapety, taras, pranie, które się suszyło na zewnątrz zostało „przyprószone”. Musiało te pyłki przywiać naprawdę z daleka. Co prawda przyznać należy, że od kilku dni nieźle wieje, ale nie spodziewałam się takiego efektu.
Dla przykładu mój taras wyglądał dziś tak:
Ten biało – żółty nalot to nie tradycyjny brud, tylko właśnie sosnowy pyłek. Dodam jeszcze, że dwa dni temu taras był czyściutki. Był wtedy umyty i pomalowany olejem. A tu w ciągu 2 dni taka zmiana.
Całe szczęście, że nie mam w domu alergików, bo przed takimi pyłkami człowiek nie ucieknie. Gdyby moje dziecko było uczulone, zapewne szukałabym lokum z dala od źródeł jego alergii, co akurat w tym przypadku nie miałoby najmniejszego znaczenia.
Ale cóż zrobić. Wypada życzyć tylko alergikom: na zdrowie i 100 lat, a wszystkim pozostałym miłego sprzątania. 🙂 Wkrótce sosna puści nowe pędy, a wtedy padnie łupem osób ceniących nalewki. Wtedy będzie remis: 1:1. Póki co 1:0 dla sosen 😉

