Postanowiłam podszlifować mój angielski, bo bardzo, bardzo rzadko go używam. Z tej „okazji” kupiłam sobie książkę w tym języku. W sumie to nie wiem czy jest dokładnie w TYM języku, bo to Sherlock Holmes Arthura Conan Doyle’a. Może być więc tak, że język używany w książce jest już nieaktualny… Podobnie jak gramatyka. Ale zaryzykowałam, kupiłam i z przykrością stwierdzić muszę, że jest gorzej niż myślałam. Ja tej książki po prostu nie rozumiem! To naprawdę straszne. Zastanawiam się czy zacząć przerabiać stare podręczniki, które jeszcze mi się gdzieś walają po strychu czy kupić sobie książkę taką do nauki, z wyjaśnionymi na marginesie co trudniejszymi słówkami. Słyszałam, że jest to łatwiejsza lektura.
Moje dziecko mówi: polski język trudny język. Ja mówię: angielski język trudny język. Co prawda dzięki filmom jesteśmy z nim bardziej osłuchani, ale jak przychodzi co do czego, to pojawia się: yyyyyyyy. Nie oczekuję, że mój poziom osiągnie specjalizację tłumacza przysięgłego, ale chciałabym, aby konwersacja nie sprawiała mi problemów.
Z innych planów – chciałabym tej zimy odwiedzić jeszcze Beskid Śląski i wejść m.in. na Skrzyczne. Słyszałam wiele dobrego o tym paśmie górskim, zarówno co do przygotowania tras do wędrówki, jak i fenomenalnych widoków. Podobno nie ma tam także problemu z bazą gastronomiczną w terenie tzn. na trasie można znaleźć schroniska, które o tej porze roku są wyjątkowo istotne. Nie ma jak cieplutka herbata i przegryzka w ciepłym miejscu, a nie na mrozie.
Marzy mi się krótki pobyt w Wiśle i z dwa – trzy wypady w góry, albo – w wersji skróconej – chociaż jeden weekendowy nocleg. Droga co prawda nie krótka, ale do Gliwic jedzie się autostradą, więc powinna minąć dość szybko. Trzeba tylko wytypować jakieś piękne pogodowo dni i kupić szkła kontaktowe. W zeszłym roku wpakowałam się w Karkonosze w normalnych okularach w słoneczny dzień. Serio mówię: można oślepnąć. Jeśli także wybieracie się w górki, zadbajcie o ochronę oczu.
